środa, 26 października 2016

Sweetland - Michael Crummey


Siedzę przy biurku i wpatruję się w kursor migający na ekranie komputera. Nie lubię się zmuszać do pisania. Nie lubię się zmuszać do czegokolwiek, jeśli już o tym mowa. I nie lubię kiedy ktoś chce mnie do czegoś przymusić. Reakcja jest zupełnie odwrotna od zamierzonej, spinam się i nic z tego nie wychodzi. Myślę, że jestem w tym bardzo podobna do Mosesa Sweetlanda. Tyle że ja ponad miejsce przekładam ludzi, których kocham. Powiedzenie: Tam dom twój gdzie serce twoje - jest moim ulubionym.

Cóż, serce Sweetlanda było jego wyspą, wyspa była jego sercem. 

I choćby dawać mu wszystkie pieniądze świata, on jak nikt inny wie, że to o co on walczy nie jest na sprzedaż.

Pierwszy raz sięgnełam po powieść tego autora. W pewnym momencie był na niego wielku bum w blogosferze a ja jako namiętna czytelniczka blogów o książkach nie mogłam przejść obok tych opini obojętnie. Dopiero jednak kiedy na półce w bibliotece zobaczyłam Sweetland, wiedziałam, że to właśnie tę książkę chcę przeczytać jako pierwszą. Okładka nie mówi wiele, ale przyciąga niesamowicie. Uwielbiam takie klimaty, klify, samotne domki, atmosfera niepokoju czającego się w szarości nieba.

Opowieść płynie nieśpiesznie. Poznajemy losy mieszkańców wyspy (ze Sweetlandem w roli głównej) powoli, historia wyłania się z mroków przeszłości zaledwie odrobinę, tak odrobinę, że miałam ochotę złapać ją za klapy i wyrwać jej wiecej, tak mi się podobały te retrospekcje. Za mało ich było, zdecydowanie za mało. Mimo to ogólnie książka przypadła mi do gustu. Muszę jednak ostrzec, że nie jest to lekka i przyjemna lektura. Zwłaszcza, jesli ktoś jest podatny na przygnębiające teksty. Sweetland składa się z przygnębienia, jest jakby naszpikowane rezygnacją, pomimo uporu Mosesa, jego chęci życia, wszystko wydawało mi sie tam skazane na przemijane. Ale czyż nie tym właśnie jest życie? Przemijaniem...

Surowy, odpychajacy klimat wyspy opisany na kartach książki wydał mi się przyciągający, w czym dostrzegam bardzo dobre umiejętności pisarskie Michaela Crymmeya. Raczej nie dałabym rady zamieszkać tam na stałe, przyzwyczajona do wiekszych wygód, ale bardzo chętnie odwiedziłabym i prześledziła codzienność jej mieszkańców...

Były momenty, choć bardzo nieliczne, kiedy się zaśmiałam podczas czytania, były momenty grozy (bardzo lubię), które przyprawiły o dreszcz na plecach. Całość obciążyła serce, przygniotła bliżej ziemi, otuliła nostalgią. 

Zdecydowanie sięgnę po pozostałe powieści autora. 

Moja ocena 7/10

4 komentarze:

  1. Ja nie znam jeszcze książek tego autora. Muszę to więc zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie warto się z nim zapoznać :) Moim nastepnym wyborem jeśli chodzi o jego dzieła jest Pobojowisko, tylko jeszcze nie wiem kiedy się za nie wezmę.

      Usuń
  2. Nie znam autora. Nawet nie kojarzę nazwiska. Ale myślę, że książka może być ciekawa.



    _______________________________
    http://bit.ly/2e6KSgn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto poznawać nowych autorów, otwierać się na nowe czytelnicze doznania :) Czasem można wynaleźć prawdziwe perełki.

      Usuń