piątek, 26 lutego 2016

"Wichrowe Wzgórza" - Emily Jane Brontë


Tytuł oryginału: Wuthering Heights
Wydawnictwo: Znak
Liczba Stron: 368
Data Wydania: 3 czerwca 2013

Klasyka jakoś nigdy mnie nie pociągała. Nie wiem w sumie dlaczego... Może do niektórych książek musiałam dojrzeć, przekonać się. Najważniejsze jednak, że moment ten w końcu nadszedł a ja mogłam się cieszyć wspaniałą ucztą jaką zagwarantowały mi „Wichrowe Wzgórza”.

Kiedy przyniosłam z biblioteki mój słodki ciężar 6 książek, w planach miałam zacząć od „Lśnienia”. Wzięłam ją już nawet do ręki i przeczytałam kilka stron. Jakaś siła jednak cały czas ciągnęła mnie do „Wichrowych Wzgórz”, sprawiała, że ciągle zerkałam w jej stronę i czułam pewien głód, przymus wręcz, żeby to ją zacząć czytać... I tak oto, na drugi dzień, kiedy wychodziłam do pracy rano, zdecydowanie sięgnęłam na półkę i zabrałam ze sobą Wichrowe Wzgórza.

Wciągnęło mnie już od pierwszych stron. Opowieść snuta przez Nellę mnie oczarowała, zaczarowała, zafascynowała i nie wiem jeszcze jak inaczej to nazwać. Spodziewałam się dużo miłości i trochę nudy objawiającej się w przydługich opisach np przyrody a tutaj totalne zaskoczenie – NIC takiego nie nastąpiło! Dynamika tej powieści  ogromnie mi się podobała. Dla mnie to było połączenie różnych gatunków literackich, śmiałam się wręcz do mężą, że czytam Romans Wszech Czasów który przypomina mi thriller i horror w jednym :)
Natłok uczuć, pasji i namiętności prawie powalał na kolana. Były momenty kiedy miałam ochotę wkroczyć do akcji i potrząsnąć niekórymi postaciami, wrzasnąć, uspokoić, otworzyć oczy... Znak że książka wzbudzała we mnie wiele różnych uczuć i emocji co jest wielkim plusem. 
Cathy i Heathcliff doprowadzali mnie do szału i czułam wobec nich miejscami taką niechęć, że ogarniała mnie irytacja i obrzydzenie wręcz. Dla mnie to nie była miłość tylko jakieś szaleństwo, pokraka która niszczy wszystko co napotyka na swojej drodze. 

Ogólnie jak już się można po mojej wypowiedzi domyśleć Wichrowe Wzgórza były dla mnie iście wspaniałą ucztą literacką którą serdecznie polecam tym wszystkim którzy jeszcze jej nie skosztowali!
Oczarowana takim obrotem spraw, następnego dnia po przeczytaniu tej oto powieści zaglądnęłam do biblioteki i przyniosłam do domu Annę Kareninę do której przeczytania zachęcało mnie wydawnictwo Znak na okładce Wichrowych Wzgórz. W tym roku mam mocne postanowienie zapoznać się z conajmniej kilkoma klasykami literatury!
A wkrótce jak tylko czas pozwoli obejrzę ekranizację Wichrowych Wzgórz której jestem ogromnie ciekawa!


A Wy? Czytaliście? Oglądaliście? Podzielcie się!

10 komentarzy:

  1. Czytałam książkę, jest piękna, prawdziwa i chwytająca za serce. Filmu nie widziałam, rzadko oglądam ekranizacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się :) Ja jestem bardzo ciekawa ekranizacji, chociaż zawsze książke stawiam na pierwszym miejscu :)

      Usuń
  2. Uwielbiam tę powieść, czytam ją raz na kilka lat. A film jest przepiękny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaostrzyłaś mój apetyt, może w końcu uda mi sie go obejrzeć w ten weekend :)

      Usuń
  3. "Wichrowe wzgórza" cały czas przede mną... może to głupie, ale jakoś lepiej mi z myślą, że są przede mną niż za mną. Wolę sobie klasyki dawkować, a obecnie zamierzam przeczytać "Czerwone i czarne" oraz "Sztukmistrza z Lublina" :)

    Pozdrawiam
    ksiazki-inna-rzeczywistosc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też postanowiłam dawkować sobie klasykę a raczej wreszcie się zabrać za jej czytanie, dlatego zaczęłam o Wichrowych Wzgórz a kolejna na liście jest Anna Karenina już wypożyczona z biblioteki :)

      Usuń
  4. Wspaniały klasyk. Urzekający. To chyba najlepsze określenie które przychodzi mi do głowy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam, nie oglądałam. A Wichrowe Wzgórza kojarzą mi się z dzielnicą poznania :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie polecam :) Najpierw książkę oczywiście bo film sama musze jeszcze nadrobić ;)

      Usuń