piątek, 22 stycznia 2016

Co u mnie słychać...

Moje uczucia w stosunku do mojego bloga są niczym sinusoida. Jest czas, kiedy chciałabym codziennie pisać, bo mam tyle słów którymi chciałabym się podzielić a nagle przychodzi okres, kiedy czytam tak szybko i z takim zaangażowaniem i głodem że nie chce mi się nic pisać, marzę tylko o czytaniu... A jedynym co powstrzymuje mnie przed porzuceniem tego bloga jest to, że lubię do Was zaglądać, czytać Wasze opinie i oglądać zdjęcia. Dlatego postanowiłam i ja zacząć coś od siebie dawać, może nie tak często jakbym chciała ale przynajmniej zostać tu z Wami i od czasu do czasu dać znać, że żyję :)

Wyjeżdżając na święta Bożego Narodzenia do Polski obiecywałam sobie, że napiszę o moich stosikach z ulubionej biblioteki, co do których byłam pewna, że nie skończy się tylko na jednym:)
Zrobiłam nawet zdjęcia z wielkim zaangażowaniem, ciesząc sie na nowy post a później pochłonięta przygotowaniami do świąt, załatwieniami i ogólnym szczęściem bycia z bliskimi nie zaglądnęłam nawet na bloggera. Cóż, usprawiedliwia mnie fakt że chciałam w pełni korzystać z urlopu w rodzinnym domu i nie zaprzątałam sobie głowy niczym innym. Teraz, kiedy znowu jestem w Londynie śmiem twierdzić, że posty pojawią się trochę częściej ;)

Jako pierwsze chciałam pokazać mój stosik jeszcze przedświąteczny :)



Przyznam, że Marzenie Łucji odniosłam do biblio bez czytania bo po głębszym zastanowieniu się stwierdziłam, że jakoś nie mam na nią ochotę w najbliższej przyszłości.
Oczywiście ja nie umiem wyjść z biblioteki bez żadnej książki wiec pożyczyłam jeszcze kilka:


"Księżyc nad Bretanią" już za mną - powieść napisana w specyficzny sposób, trochę w niej magii, nostalgii, nie jest zwykłym czytadłem, myślę, że każdy może z niej wynieść coś dobrego.

"Chłopiec w lesie" i "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" bardzo mnie kuszą, grzecznie jednak czekają na swoją kolej :)

Jak zwykle miałam nadzieję, że na urlopie uda mi się przeczytać więcej książek niż się okazało, czyli tylko 2 i dokończenie tej, którą zaczęłam przed wyjazdem. 
Na pierwszy ogień poszła "Przypadkie Callie i Kaydena" jako że miałam ochotę na coś lekkiego. Po ochach i achach na jej temat spodziewałam się czegoś super. Nie było źle, ale szału nie robiła.
Później sięgnełam po "Już nigdy pan nie będzie smutny" która okazała się być nostalgiczną powieścią o umieraniu a jednocześnie umiejętności cieszenia się życiem.
Już w Londynie przeczytałam "Tease" która pozytywnie mnie zaskoczyła, bo bardzo mi się podobała.

Następna była "Dobry ojciec" jednej z moich ulubionych autorek Diane Chamberlain. 


Świetna książka, wciągnęła mnie okropnie i już mam ochotę sięgnąć po kolejne pozycje autorki których jeszcze nie czytałam ale postanawiam się nimi delektować więc jeszcze nie teraz:)

Obecnie czytam "Co kryje Twoje imię?" i zdradzę, że mimo trudnej tematyki bardzo wciąga.

Nie pierwszy raz zauważam że będąc w PL nie umiem się skupić na czytaniu tak jakbym chciała bo rozprasza mnie wiele spraw :) Za to w zwykłej codzienności staram się to nadrabiać ;)

Zanim styczeń 2016 roku odejdzie w zapomnienie, skorzystam jeszcze z okazji i życzę Wam wspaniałego Nowego Roku, pełnego czasu na czytanie, powiększających się stosików, dużo zdrówka i spełnienia najskrytszych marzeń!

A już wkrótce kolejny stosik, tym razem z biblioteki polskiej w Londynie! :)
Zapraszam już dziś!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz