sobota, 14 listopada 2015

"Za ścianą" - Sarah Waters


Londyn, 1922 rok. Świat jeszcze się nie otrząsnął z wojennej zawieruchy, a już zbierają się nad nim kolejne ciemne chmury. Ludzie stracili złudzenia i domagają się zmian. Tymczasem na południu miasta, w eleganckiej dzielnicy Champion Hill, w domu, gdzie wspomnienia wojny są wciąż żywe, życie z dnia na dzień ma się zmienić nie do poznania.

Owdowiała pani Wray i jej dwudziestosześcioletnia córka Frances – niezamężna, o intrygującej przeszłości i widokach na staropanieństwo – są zmuszone przyjąć lokatorów. Przybycie Lilian i Leonarda Barberów, młodego, nowoczesnego małżeństwa z „klasy urzędniczej”, wnosi niespodziewany chaos w ich szarą rzeczywistość: hałaśliwą gramofonową muzykę, atmosferę nieustannej zabawy i koloryt. Zaintrygowana Frances zagląda do ich życia przez uchylone drzwi i nasłuchuje odgłosów zza ściany. Kiedy nieoczekiwanie zaprzyjaźnia się z Lilian, ich lojalność wobec bliskich staje pod znakiem zapytania. Rodzi się wiele pytań, jedna strona wraca do przeszłości, druga otwiera zupełnie nowy rozdział. I nikt nie jest w stanie przewidzieć, jaki to wszystko znajdzie finał.


źródło opisu: http://www.proszynski.pl/
źródło okładki: http://www.proszynski.pl/



Nie planowałam zapoznawać się z piórem Sary Waters dopóki nie wydano jej najnowszej książki "Za ścianą". Jej opis i intrygująca okładka zainteresowały mnie do tego stopnia że gdy spotkałam ja na bibliotecznej półce, błyszczącą, pachnącą nowością, chwyciłam ją w swoje ręce bez zastanowienia.
Była jednak ostatnią książką z pożyczonych wtedy przeze mnie po którą sięgnęłam... 




Czy spełniła moje oczekiwania??

Prawdą jest to, że początek opowieści ciągnie się dość leniwie. Pomału poznajemy bohaterów: Frances i jej matkę które przyjmują pod swój dach młode małżeństwo - Lilian i Leonarda Barberów oraz samych Barberów, których charaktery rysują się jakby leniwie przez cala książkę.
Frances wzbudziła moją sympatię. Wydała mi się osobą o silnym charakterze, zorganizowaną i na swój sposób kochającą swoją matkę dla której poświeciła wiele... Za wszelką cenę stara się sprostać wszystkim obowiązkom jakie wzięła na swoje barki. Nie do końca przekonana co do słuszności swojej decyzji odnośnie przyjęcia pod swój dach obcych ludzi, wkrótce przekonuje się że było to właściwe posuniecie i tchnęło do starego domu a zwłaszcza jej serca, powiew świeżości i miłości...

Drugą osobą o której chciałabym wspomnieć jest oczywiście Lilian. Nie ufałam tej dziewczynie, ale czy słusznie? Nie zdradzę. Z pozoru niewinna, kobieca, pełna uroku. Miałam wrażenie że coś ukrywa, że nie do końca jest szczera. 

Tak więc życie w domu na Champion Hill płynie dość spokojnie, Frances z matką przyzwyczajają się do nowej sytuacji a Barberowie biorą w posiadanie część domu i z czasem zacieśniają więzi z właścicielkami, zwłaszcza z Frances. W pewnym momencie jednak sytuacja ulega zmianie i akcja nabiera tempa. Jedno wydarzenie, katastrofalne w skutkach pociąga za sobą następne i okropna machina złych wyborów zostaje wprawiona w ruch...

 Przechodząc do sedna mojej opinii o książce. 

Co uważam za minusy:


  • Zbyt długa. Wydaje mi się że książka na niczym by nie straciła gdyby tak wyciąć z niej kilkanaście stron. W pewnym momencie lektura "Za ścianą" zaczęła mnie nużyc, chciałam żeby w końcu się coś działo (tu mówię o pierwszym etapie książki) a pod koniec zirytowało mnie jakby na siłę przeciąganie finału. 
  • Niesatysfakcjonujące mnie zakończenie. Wyobrażałam je sobie całkowicie inaczej. Miałam wręcz nadzieje na spektakularny koniec, no cóż, może zbytnio z nim kombinowałam albo wręcz przeciwnie a autorka chciała takiego przewidywalnego finału uniknąć? W momencie kiedy przewracałam ostatnią stronę byłam zdziwiona ze to już koniec, że nic potem już nie będzie. TO jest koniec. No cóż, pozostaje mi się z tym pogodzić.

Co uważam za plusy:

  • Bardzo ładny styl pisarki. Czytałam każde jej słowo z wielką przyjemnością.
  • Świetne sylwetki psychologiczne bohaterów. Zwłaszcza w drugiej części powieści, po tym strasznym wydarzeniu jakie następuje - opisanie sposobu w jaki zachowuje się przede wszystkim Frances - mistrzostwo! Czułam się jakby jej uczucia i emocje przechodziły na mnie.
  • Wyśmienicie oddany klimat międzywojennego Londynu.
  • Piękne wydanie, idealna czcionka i pachnące strony :) - Nie mogłam o tym nie wspomnieć! I mimo że jest dość nieporęczna, bo niezłe z niej tomisko to nie mogłam jej ze sobą nie zabierać do pracy, był to dość przyjemny ciężar - każdy molik mnie zrozumie :)
Podsumowując - "Za ścianą" Sarah Waters jest powieścią dobrą, czyta się wyśmienicie (ze względu na język) i z zainteresowaniem, zwłaszcza drugą połowę kiedy akcja nabiera nieoczekiwanego obrotu. Nie do końca jednak jest to książka która mnie zachwyciła. Oceniam ją jako dobrą - tylko tyle albo aż tyle. Szczerze jednak muszę przyznać że z chęcią zapoznam się z inną powieścią autorki a mianowicie "Złodziejką". 

Czy ktoś z Was czytał obie te powieści? I jeśli tak to która z nich podobała się Wam bardziej?


4 komentarze:

  1. Nie czytałam jeszcze "Za ścianą", ale "Złodziejkę" mam za sobą i jestem nią zachwycona. Jest zaskakująca, barwna, pięknie napisana, a przy okazji autorka fantastycznie bawi się z literaturą wiktoriańską. Również jest długa, jednak ja nie odczułam znudzenia nawet przez chwilę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja opinia zdecydowanie zachęca mnie do tego żeby dać Pani Waters kolejną szansę i zapoznać się ze "Złodziejką" :)

      Usuń
  2. Szkoda, że zakończenie jest mało satysfakcjonujące. Pomyślę jeszcze o tej książce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm to zalezy co kto oczekuje po danej ksiazce, ja spodziewalam sie czegos wstrzasajacego, a okazalo sie ze koniec byl zupelnie inny. Kto wie, moze Ciebie akurat zadowoli ;)

      Usuń